piątek, 13 lipca 2012

Twierdzenie ósme: Czy my się znamy?

- Ja muszę iść, cześć! - Inga łapiąc pośpiesznie torbę wybiegła przed budynek szkoły.
O co im chodzi, coś jest ze mną nie tak. 
- Mamo zabierz mnie ze szkoły! - łapiąc komórkę wstukała numer rodzica. - Źle się czuje.
- Już córeczko zaraz będę na miejscu.
- Poczekam w parku, muszę się przejść. - Odparła, zamykając klapkę telefonu.
Park znajdował się tuż obok szkoły, to on był miejscem romantycznych spotkań i feralnych ucieczek ze szkoły. Marzycielką służył zaś w inny sposób. Słuchając śpiewu ptaków i szumu wiosennego wiatru wszystko wydawało się łatwiejsze.
Inga, idiotko! Kim jest ten głupi Michał! Kolega? Przyjaciel? Kochanek? A jeśli... matko! Jakiś obleśny tym z jakiejś imprezy! Dziewczyno myśl!
- Coś nie tak?
- Co, co? - wyjęła przejętą buźkę z przyjemnego uścisku rąk. - Kim jesteś?
- Jak to, Mała obiecałaś, że mnie będziesz pamiętała! - Ukazał się jasno biały uśmiech chłopaka.
- Igor! - Dziewczyna rzuciła mu się na szyje! - Tęskniłam za Tobą!
- Och, tak myślałem, ale, że aż tak! łoł! - Odparł ironicznie.
-  Głupku!
- A teraz siadaj i opowiadaj, co się stało?! - łapiąc ją za rękę, wskazał drewnianą ławkę.
- Mnie? Nic, wszystko w porządku. - Odparła. - Patrz to samochód mojej mamy, przepraszam.
- Zostań!
- Nie mogę. Trzymaj. - Podarowała mu kwadratową kartkę. - Dzwoń kiedy chcesz!
Po kilku minutach dziewczyna wbiegła już do domu, rzucając na podłogę granatową torbę.
- Córeczko, na pewno nic Ci nie jest? - Zpaytała z przejęciem.
- Nie, nic. - Odparła. - Jedynie czego mi trzeba to odrobinę snu.
- Dobrze zostawię Cię w takim razie samą, idę do pracy. Tato wróci wieczorem.
Nic nie jest dobrze. Czuję, że o czymś nie wiem, tylko o czym! Coś musiało się stać, Arek brakuje mi Ciebie no! Po godzinie dziewczyna była już ułożona do snu, który opanował jej ciało od razu.
- Dryyyyyyyyyyyyn, dryyyyyyyyyyyyn!
- Co to ma być do cholery!
- Inga, wstawaj! Za godzinę zaczynasz lekcje! - Usłyszała głos dobiegający z kuchni.
- Co? - Przetarła oczy. - Już wstaje mamo.
W pośpiechu wzięła szybki prysznic oraz spakowała potrzebne książki. Makijaż? W szczególności był zbędny dla jej nieskazitelnej urody. Nie zważając na nieodebrana połączenia i wiadomości wybiegła z domu.
- Już idę! - Rzuciła po drodze, chowając koszulkę na trening.
Droga do szkoły nie była zbyt długa. Choć dla nastolatki trwała nadzwyczaj krótko. Tłumy uczniów, znów ten wzrok. Jakby szła na kazanie? Och nie widzieliście nigdy laski po operacji? Gadałam z trupami, byłam w niebie i grałam z Gołasiem w siatkę? Coś w tym dziwnego? NIEEEEEE! Wchodząc po schodach została przywitana mało szczerymi uśmiechami ze strony grupki chłopaków, ich wzrok był bardziej ostry i przybijający niż pozostałych. Choć znała ich bardzo dobrze zwróciła uwagę na jedną postać. Wysoki brunet? Kto to ma być? 
- Cześć. - Zwrócił się do niej dość niepewnie.
- Cześć. - Odparła nie zwracając na niego większej uwagi, krocząc pewnie przed siebie.
- Ej poczekaj. - Zatrzymał ją łapiąc za łokieć.
- Puść mnie! - Krzyknęła. - Co to w ogóle ma być?
- Ja chciałem Cię przeprosić za to co się stało na balu. - Wyjaśnił.
Człowieku, pierwszy raz Cię widzę, a Ty mnie już przepraszasz sama nie wiem za co. 
- Nie no, okej. - Rzuciła na odczepnego wbiegając wprost siebie.
Nie wiedziała, że rozmawia ze swoim byłym. Byłym o imieniu Michał.
- Ej głuptasku. - Zwróciła się do niej Kaśka. - Pięknie, nie znasz Michała. 
- No bo nie znam?
- A teraz rozmawiałaś ze świętym Walentym moja droga! - Krzyknęła!
- Co to ma być? Niech mi ktoś wytłumaczy! Kim był ten człowiek? - Wrzasnęła, a dźwięk rozniósł się po korytarzu pełnym uczniów.
- No, Michał.
- Michał czyli kto? Spytała wzburzona.
- Czyli no twój były.
- Przepraszam. - Oddaliła się gubiąc przy tym komórkę.
Zgubę znalazł Patryk, z mniejszą chęcią oddania go właścicielce. Otworzył klapkę, nieznany numer. Cztery nieodebrane połączenia, jedna wiadomość.
"BĘDĘ CZEKAŁ O 17 W PARKU. MAM NADZIEJĘ, ŻE MNIE NIE WYSTAWISZ. IGOR"
- Ej, czy to nie jest Ingi telefon? - Zwróciła uwagę chłopakowi Nicola.
- Nie, znaczy tak.
- Znaczy zdecyduj się! - Wrzasnęła.
- Tak jej, zgubiła i chciałem oddać. - Tłumaczył, plącząc przy tym język. - Lecz musiałem sprawdzić czyj.
- Dobra, dobra, a teraz dawaj to! - Wyrwała mu przedmiot z ręki. Oddalając się.

- Michał, gdzie jesteś? - Rozpoczął rozmowę telefoniczną Patryk.
- Na ganku.
- Zaraz tam będę.
Niecny plan? Kolejny? Życie nastolatki nie układało się kolorowo. Intrygi jak w meksykańskiej telenoweli.

- No co chcesz. - Zapytał Michał.
- Znalazłem Ingi telefon. - Rozpoczął.
- No i co w związku z tym?
- Ma nowego kolesia.
- Co jak to? Żarty sobie robisz? - Wykrzyczał zirytowany.
- Prawda taka. - Odparł.
- Kto to jest?
- Jakiś Igor, umówiła się z nim w parku.
- O której? - Zapytał.
- O 17.

czwartek, 21 czerwca 2012

Twierdzenie siódme: Nie wiem nic.


- Gotowa? – Zapytał z lekkim, uroczym uśmiechem siatkarz.
 - Jasne.
- Co tak tajemniczo?
- Przepraszam.
- Chodźmy stąd.
- Chodź.
Wszystko wydawało się inne. Nasze podejście, moje, szczególnie moje. Niby wszystko było takie samo, ale czułam, że zmieniło się bardzo wiele. Coś czego nie można racjonalnie wytłumaczyć, nie teraz, z czasem.
- Więc musimy się pożegnać. – Chłopak złapał Ingę za dłoń.
- Jak to? W końcu..
- Nie mów nic, idź już, czas na Ciebie.
- Będę tęskniła! – Krzyknęłam odchodząc różaną ścieszką.
- Nie na długo. – Szepnął.

This is Real?
- Inga, córeczko?!
Nie tylko nie to.
- Może i Inga. – Wydmuchnęłam.
- Nie stresujmy jej, teraz musi odpoczywać. – Wtrąciła się obca dotąd postać.
Wszystko co piękne szybko się kończy, zapomniałam. Jak mogłam?

Tydzień później.
- Cześć.
- Hej.
- Emaa!
Już mam dość. Szkolny korytarz z mocną migreną to nic przyjemnego dla dziewczyny z wielką mózgową pustą.
- Hej Wam, hej.

- Cześć Inga.
-Cześć! – Wpadłam w objęcia Nicoli.
- Tęskniłam za Tobą wiesz! Tak cholernie tęskniłam! Gdzie się podziewałaś?
- Tu i tam.
- Zaraz wszystko mi opowiesz, choć tylko w ustronne miejsce.
  No to teraz opowiadaj!
- To wszystko wydarzyło się podczas Balu Gimnazjalnego, źle się poczułam i postanowiłam wrócić do domu. Na miejscu zemdlałam.
- Mówiłam Ci, żebyś więcej jadła!
- Nicol? Mogę dalej? – Zapytałam kpiącym głosem.
- Przepraszam.
- W szpitalu okazało się, że jestem chora i miałam zabieg, nic ciekawego.
- Rzeczywiście! Nic! Czemu mi nic nie powiedziałaś? – Wykrzyknęła blondynka.
- Nie chciałam Cię martwić.
Dopiero po dłuższej chwili doszło do mnie jak długo trzymałam wszystkich w niecierpliwości. Dwa tygodnie ferii, miesiąc dodatkowego wolnego. Jak widać nikt się o mnie nie martwił. Po co się tam przejmowałam, głupia jestem. I to bardzo. Wzrok ludzi których mijałam na korytarzu był bardziej przytłaczający niż kiedykolwiek. Już wiem co czuje taki Pit idąc ulicą, ten wzrok innych, coś okropnego. Pierwszy dzwonek, pierwsza lekcja. Na szczęście nie nasza, ulga.
- Cześć Mała.
Siedząc na szkolnym korytarzu zauważyłam dwie trzecioklasistki, Kasię i Weronikę.
- Cześć. Czemu tak długo Cie nie było, co? – Zapytały, a z ich głosu wyczytałam nutę niepokoju.
- Tak jakoś wyszło.
- Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało. – Rzekła Kaśka.
- A co miałoby mi się stać?
- Sądziłam, że przejęłaś się słowami Michała i tej głupiej reszty.
- Kasia! – Wtrąciła się Weronika.
- Przepraszam.
- Jakiego Michała? Nic nie rozumiem? – Odrzekłam.
- Nie udawaj.
- Nie udaję, nie znam żadnego Michała.  

środa, 2 maja 2012

Twierdzenie szóste: Księga życia.


 Narrator – pierwszoosobowy (Inga), czas przeszły. Przeprasza że zmieniam go w środku powieści, ale cóż stwierdziłam iż tak będzie lepiej dla mnie i może dla was? Ocenicie sami ;)

W głowie miałam pustkę opisującą wszystko to co otaczało mnie wokoło własnej osi. Polana, bezchmurne niebo. Nie zapominając o tym samym boisku i piłce znajdującej się na nim. Wszystko było idealny, żadnych myśli, trosk. Brakowało mi jedynie jednej osoby, gdzie jest kurde Arek! Tak, racja nie mam żadnych myśli, nawet nie wiem co ja w tedy zrobiłam, gdy ujrzałam go po raz pierwszy. Oczywiście, pogram sobie, a jakże inaczej. Z uśmiechem na twarzy złapałam za piłkę. W końcu coś dla mnie. Zaserwowałam, tak wysoko iż po taśmie siatki, uderzyła w końcową linię boiska. Jest! As byłby piękny - krzyknęłam. W tym samym momencie poczułam ukłucie na plecach.
- Ałłł. – Mruknęłam z lekkim uśmieszkiem.
- Nie bój się to tylko ja. – Arek kierując swój zabójczy wzrok, wbił go niczym atak z siódmego metra w moje ciemnozielone tęczówki.
- Nie strasz mnie tak więcej! – Naskoczyłam na chłopaka, choć naprawdę nie chciałam by pierwsza rozmowa tutaj brzmiała w ten jakże, bezczelny sposób.
- Nie chciałem tego zrobić ,wybacz.
- Dobrze, dobrze. Coś się stało? Masz wręcz grobową minę. – Rzuciłam dość głupie porównanie.
- Nie, nie, tylko.. – Odrzekł z jeszcze większym trupim wzrokiem, jakby wiedział, iż pasuje to do niego w stu procentach.
- No mów.- Krzyknęłam, po czym przykryłam usta lewą ręką.
- Podjęłaś słuszną decyzję godząc się na operacje, tylko. Ta sytuacja nie ma wyjścia, Każdy z nas ma scenariusz życia, każdy się rodzi by żyć, potem dąży do śmierci. Twój scenariusz wpada w zawirowania. Jest jak książka pisana przez słynnego pisarza, dopieszczona w każdym calu, lecz w trakcie pisania, artysta odchodzi, zostawiając ją bez końca. Przychodzi młodziak pragnący ją dokończyć, lecz nie wpływa w jej rytm, takt.
- To, to ma znaczyć, że moje życie jest tym scenariuszem, książką która wpadła w złe ręce, czyjeś kto nie wie jak ma ją dokończyć, mnie dokończyć? – Orzekłam z dużą obojętnością w oczach, lecz to były tylko pozory, wszystkie przypuszczenie skrywałam schowane daleko w głowie.
- Tak, lecz ten ktoś uznaje, że twoje życie, ta książka jest dość długa i dokończenie jej jest dość normalne, gdyż coś się kończy jakaś historia w twoim istnieniu, doprowadziłaś do końca czegoś, co może spowodować całkowity finisz. –  Dokończył wypowiedz z rozwagą, nadal utrzymując tą swoją charakterystyczną miną.
- Ale koniec? Czego koniec? Chyba istnienia mojego guza. – Zaśmiałam się, lecz to chyba nie pasowało do powagi chwili, jaki ogarniających nasz uczuć.
- Musisz sama dojść co się skończyło, lub jak zacząć to na nowo. To Ty jesteś tym nowym pisarzem, twojego życia. Wszystko zależy od Ciebie. Tylko musisz postarać się znaleźć sens tego rozpoczynającego się rozdziału.
- Ale ja przecież chcę wrócić, mam jakiś sens, moje życie ma sens, ma! Na Boga mam prawie piętnaście lat, więc musi mieć. – Znów zakryłam usta, zdawając sobie z powagi słowa Bóg w tym miejscu.
- To udowodnij, udowodnij, że tak jest. – Kierując te słowa Arek złapał mnie delikatnie za ramię, po czym sunął dłoń łapiąc mnie za rękę.
- Chodź przejdziemy się. – Dodał ironicznym głosem.
Nie miałam zielonego pojęcia co mam zrobić, zaczęć pisać książkę? Nie rozumiałam nic, kompletnie nic. Szukałam ukrytych podtekstów. W jednej chwili moje życie legło w gruzach. Miałam przecież zasnąć i się obudzić, bez żadnych głupich przeżyć! Z Arkiem doszliśmy do jakiegoś starego budynku, który w ogóle nie pasował do otoczenia. Stare okna, z resztą kilka nie było. Drewniany szkielet i nic więcej.
- Mogłabyś tu na mnie chwilę poczekać? Byłbym Ci wdzięczny. Może przy okazji przemyślisz to i owo?
Nie mogłam mu odmówić. Widziałam, że mu zależy. A na przemyślanie kilku spraw czasu też nie zmarnuje. Usiadłam na schodach prowadzących do drzwi budynku, których z resztą nie było. Wejście zaś zastawiony było kilkoma deskami zbitymi przekątnie i niedokładnie. I tak nic nie wymyślę. Do czasu mojej pierwszej tymczasowej „śmierci” nie wydarzyło się nic. Był Bal Gimnazjalny, którego z resztą nie mogłam się doczekać, lecz na samym początku źle się poczułam i pojechałam do domu z tatą, który przywiózł mamę do szkoły. Potem się przewróciłam, dalej już nic nie pamiętam. No w takim razie co jest w tym dziwnego? Nic, naprawdę nic. Alee.. jeśli mi tak zależało to czemu od razu pojechałam do domu? Wiem jedno, Arek nie przyprowadził mnie tu bym posiedziała na schodach, wchodzę na górę. Swoją osobą pokierowałam ku wejściu zabitych na krzyż starymi deskami, które nie trudno było wyłamać. Wchodząc do budynku prze kierowałam wzrok na zewnątrz widząc tym samym postać siatkarza. Nie zważając na to wkroczyłam pewnie do środka. Wnętrze wyglądało dość nietypowo. Ściany były jakby koloru różowego, a nawet można rzec lekko czerwonego. Panował w nim wielki przepych, meble pokryte były pierzyną kurzu oraz pajęczyn. Na toaletce obok starej komody zauważyłam fotografie, oprawianą w złotą ramkę. Podeszłam bliżej. Po odsłonięciu szarej powłoczki ukazała się moja twarz, była to moja postać z wczesnego dzieciństwa. Odwróciła wzrok naprzeciw linii własnych oczu, kierując je na kartkę z napisem „This is my life, brutal life. Inga Brzozowska.” Choć napis kujnie zwrócił moją uwagę, nie zwracając większego zainteresowania przemieściłam się dalej, w celu zwiedzania „mojego” pokoju. Widziałam w nim wszystko, zdjęcia moich przyjaciół, kilku osób, których mijałam na ulicy codziennie w drodze do szkoły, czy też na zakupy. Nie wspominając o moich ulubionych potrawach, kolorach, aktorach. Większość rzeczy pasowała do reszty, lecz niektóre tak ja fotografie moich rodziców, lśniły w blasku słońca wpadającego przez wybite okno. Na środku pomieszczenia znajdowała się stara księga, zdobiona malowidłami. Otworzyłam ją i w tej samej chwili ku moim oczom ukazał się mały administracyjny druczek. Rozpoczęłam studiowanie tekstu. Opisane było tam moje życie, od czasu narodzin do czasu kolacji. Strona po stronie, daty pierwszego samodzielnego kroku, wypowiedzianego słowa, którym jak się dowiedziałam było „siatka”, a nawet pierwszy trening. Przekręcając kartka za kartką, napotkałam pustą stronę, a nawet dwie strony.  Mokre były one jedynie od kropli wody, za czym idzie ludzkich łez. Zwróciłam uwagę ich tekst urywa się wraz z moim pojawieniem się na Balu, zaskoczyło mnie to trochę, gdyż nie widziałam w tym niczego niezwykłego. Rytmicznym ruchem złapałam pióro leżące obok lampy naftowej, podobnej do tej która stała w przedsionku mojego domku letniskowego. Dopisałam kilka zdań, w celu uzupełniającym przeszły przebieg wydarzeń. Nie widziałam żadnego sensu w opuszczeniu jak i zignorowaniu tej pustki. W dalszej części nie spotkałam żadnego pomniejszając czy też znikającego tekstu, na ostatniej stronie zaś zapisane było zdanie „Wypełniła pustkę w sercu”. Nie zrozumiałam sensu tych słów. Chciałam jedynie jak najszybciej znaleźć się poza murami tajemniczej placówki.

Krótki i długo oczekiwany, niestety. Dopiero wczoraj zobaczyłam iż ostatni wpis dodałam miesiąc temu. Przepraszam za braki. Do tego czasu w moim realistycznym życiu wiele się zmieniło, nie wiem czy najlepsze, A;e wiem iż przydało mi się trochę odprężenia. Teraz postaram się dodawać rozdziały w szybszym tempie. Z poważaniem confianza.

sobota, 31 marca 2012

Twierdzenie piąte: Coraz bliżej nieba.


 Mijały godziny i dni Inga chodź nie czuła się dość dobrze grała „Dobrą minę do zlej gry”, wiedziała bowiem, iż mama zdecyduję się porozmawiać z córką na temat operacji, gdy ta poczuję się lepiej. Dziewczyna nie myliła się. Zaledwie trzy noce i trzy dni po pierwszym spotkaniu „Na górze” do szpitalnej sali weszła matka Ingi, lecz nie tym samym krokiem co zawsze. Trochę spokojniej, z rozwagą, tak jakby planowała każdy szczegół tej chwili.
- Córeczko… - Rozpoczęła rozmowę kobieta, stojąc przy dużym, szklanym oknie zwracając większą uwagę na hałas tętniącego życiem miasta niż duże brązowe oczy córki.
- Tak Mamusiu? – Rzekła Inga, jakby chciała skrócić chwilę usłyszenia jakże ważnej dla niej wiadomości.
- Twoje wyniki nie są tak dobre jak myślałam, wiem, że twoje samopoczucie wzrasta, ale to nie wystarczy. Tego dnia, gdy Cię znaleźliśmy zrozumiałam, że najlepszym wyjściem będzie, że dowiesz się o tym wszystkim teraz. Pamiętasz gdy byłaś mała spadłaś ze schodów, to było jakoś przed twoimi 5 urodzinami? – Rzekła matka.
- Pamiętam, bardzo dobrze, chodź w tedy nawet nie wiedziałam jak mam na imię – Zaśmiała się Inga.
- Skutki tego upadku nie były dla nas widoczne. Tego feralnego dnia, gdy miałaś w szpitalu prześwietlenie, w czaszce lekarz znalazł małego guza. Zapewnił nas, że to nie jest nic poważnego… jak na tamtą chwilę nie było. Z roku na rok, ta mała „plamka” powiększała się, aż w końcu w tamten wieczór pękła, uciskając na prawą część mózgu. Lekarz postawił nas pod faktem dokonanym, albo operacja, albo z czasem twój stan zdrowia będzie się pogarszał. – Wyjaśniała p. Magda.
- Ale mamo, mamo! Ja chcę tą operację! – Krzyknęła w stronę szklistych od łez oczu matki.
- To nie jest takie proste. Możesz zasnąć i już się nie wybrudzić, zamknąć oczy i już ich nie otworzyć, wziąć oddech tak jakby był on twoim ostatni tchnieniem. – Wyjaśniła.
- Nie obchodzi mnie to… Jak możecie być takimi egoistami! Wolicie, żebym przez całe swoje życie, żyła z myślą iż umrę przez jakiś guz, niż ze starości?! Mamo! Chyba nie takiej przyszłości dla mnie oczekiwałaś! – Wykrzyczała nastolatka odwracając się z lewego boku na prawy, skupiając wzrok tylko i wyłącznie na białe ściany sali.
Matka wyszła z pomieszczenia, jakby wyczuła moment, iż jej pociecha nie ma chęci na rozmowę z nią. Nie powinnam tak mówić, rodzice też chcą dla mnie dobrze, ale ja nie potrafiłabym żyć z przeczuciem, że każdy dzień którego się budzę, mógłby być moim ostatnim, nie potrafiłabym! Nastał kolejny dzień. Inga od wczorajszej rozmowy z matką, nie czuła się najlepiej. Nachodziły ją ataki migreny, depresje, bóle mięśni. Czy na takie życie zasłużyłam? Na taki los. To były jedyne
słowa które przychodziły na myśl nastolatce w tamtych chwilach. Czas pobytu w szpitalu miał tylko jeden plus, Inga zapomniała o Michale, tak jakby nie znała nikogo takiego, ale czemu to się stało?
W piąty dzień po przebudzeniu, do szpitalnej sali wszedł lekarz „Sowa”. Jego wzrok był bardziej napełniony mądrością niż przy pierwszym spotkaniu na czole zaś miał jakby wyrytą pewność, tego co chcę powiedzieć.
- Niestety nie mamy więcej czasu. Mam nadzieję, że państwo podjęli już decyzję. – Powiedział lekarz.
- Tak, tak. Córka zgodziła się na operację, ja też nie mam innego wyjścia. – Z lekkim uśmiechem wyznała matka w kierunku łóżka na którym siedziała córka.
- Dobrze, w takim razie operacja odbędzie się jutro, nie mamy ani chwili do stracenia. – Odrzekł Sowa kierując się w stronę drzwi.
Inga nie mogła doczekać się następnego dnia. Czuła lęk jak i wewnętrzny spokój, który dawał jej satysfakcje, iż ten dzień będzie niezwykły. Zostało mi 4 dni ferii… Wiem, że i tak nie wrócę do szkoły, ale nie nikt nie może wiedzieć co się stało, nie wiem dlaczego, czuję, że w ten sposób będzie mi się lepiej sapało.
- Mamo! – Krzyknęła w stronę drzwi, za którymi stała jej matka z młodą wiewiórczą pielęgniarką.  
- Tak Córeczko? – Odrzekła z niepokojem kobieta.
- Mamo! Wiem, że ze mną źle, ale mam prawie 15 lat, nie córeczko, tylko córko! – Nastolatka zwróciła matce niefortunną uwagę, lecz usłyszała od pielęgniarek iż ma leżeć ona na jednej Ssli z pewnym młodzieńcem, a nie chciała narobić sobie „siary”.
- Chyba nie wołałaś mnie tylko po to, bym nie mówiła do Ciebie w ten sposób, córko. – Zaśmiała się p. Magda.
- Nie, nie, nie. Mam do Ciebie prośbę, czy na czas mojej śpiączki mogłabyś nikomu ze szkoły nie mówić o tym co się ze mną dzieje? Nie chcę żadnych listów, kwiatków, maskotek, współczuć i innych dupereli. – Zaproponowała.
- Oczywiście, jeśli w ten sposób Ci pomogę, to jak najbardziej. – Odrzekła.
Rozmowę przerwały dwie jakże nowe pielęgniarki, które wtargły do sali. Przygotowywały one łóżko dla nowoprzybyłego gościa szpitala, który jak dowiedziała się Inga oczekuje już w recepcji. Ciekawe jak on wygląda, choć bardziej ciekawi mnie fakt co mu się stało. Ee tam, pewnie jakiś debil, ale wiadomo, co ja się przejmuje, od jutra mnie tu nie będzie! Rozważania dziewczyny przerwały dwie postacie wchodzące do sali. Chłopak nie wyglądał na chorego, ubrany „normalnie” koszulka, spodnie, nic nadzwyczajnego. Przystojniak. Pomyślała Inga, odwracając głowę w stronę ściany. Trochę nie zręcznie byłoby gapić się na obcych ludzi.
- Jak na obecną chwilę, towarzyszyć będzie Ci Inga, a pana proszę na moment do swojego gabinetu. – Zaczął pogawentkę młody chirurg, kierując się w stronę drzwi z ojcem chłopaka.
No to zastaliśmy sami, ciekawie. Jeśli będzie chciał gadać to coś powie ja siedzę cicho.
- Cześć mam na imię Igor. – Ku zaskoczeniu nastolatki chłopak skierował do niej pierwsze słowa.
- Witam, mam na imię Inga, milo mi. – Dziewczyna wstała i usidła na łóżku.
- Oo myślałem, że śpisz. – Zaśmiał się.
- Nie, nie. Ja się jeszcze wyśpię. – Odpowiedziała, żartobliwie choć przybysz nie zrozumiał sensu tej wypowiedzi.
- Ciebie też tu wepchnęli na „chwilę”? Jak dla mnie tu jest okropnie, mam nadzieję, że mnie jak najszybciej prze kierują gdzie indziej. – Odparł.
- Tak, znaczy ja tu już jestem ok. dwóch tygodni, ale jutro już skąd zmykam. – Wyjaśniła z uśmiechem.
- Do domu już? Czyli zostanę sam, no nie. – Rzekł chłopak.
- Nie do końca. Przepraszam, że pytam, ale na chorego nie wyglądasz, wręcz odwrotnie. – Zapytała nastolatka, czując, iż atmosfera jest dość luźna do przeprowadzenia drobnego, sensownego dialogu.
- Nie rozumiem? Jestem na obserwacji, ostatnio źle się poczułem, ale to z przemęczenia. Norma w moim fachu. – Zaśmiał się.
Rozmowę przerwała pielęgniarka, która poprosiła Ingą by zeszła na kontrolę. Badania trwały dość długo, „Sowa” chciał jeszcze porozmawiać z dziewczyną na temat zabiegu. Padnięta jestem, już po północy. Zeszło im się, a mój towarzysz już śpi. On nie jest taki zły. Igor był wysokim, solidnym gościem, o blond włosach i jak dziewczyna wcześniej zauważyła niebieskich oczach. Ciekawe ile on może mieć lat, zaraz! Dane, ta kartka obok lóżka. Imię: Igor, mniejsza z tym, wiek: 17 lat. O matko! Istne cudo! Dziewczyna nie zważała na słowa, nawet na fakt, iż nie mówi ich „w myślach”. Usłyszała dość cichy śmiech.
- Ej! Wstawaj! Bez jaj! – Krzyknęła nastolatka podnosząc kołdrę z łóżka chłopka. O jeju, on nie ma koszulki!
- Ej? Ja się pytam co to ma być! Dawaj kołdrę bo mi zimno. – Odrzekł Igor, nie przestawiając się śmiać.
- Przestań się śmiać to Ci oddam! – Wykrzyczała.
- A jak nie przestanę to Ty mnie ogrzejesz?! – Wybuch jeszcze większym śmiechem.
- Pfy! Wiesz mi, że gdybym Cię lepiej znała to z chęcią.. – Odparła z pogardą. Powinieneś już dawno spać, a nie! – Dodała.
- Spałem! Ale jakaś młoda dama mnie obudziła. – Odpowiedział z uśmiechem.
Inga bez słowa usiadła na łóżku, zakrywając twarz rękami.
- Ej, coś się stało? Uraziłem Cię czymś? – Chłopak usiadł koło nastolatki.
- Nie, niee po prostu jutro mam operację, dość poważną operację i obleciał mnie strach. – Wyjaśniła.
- Wszytko będzie dobrze. – Odparł chłopak, przytulając dziewczynę.
Inga w objęciach chłopaka poczuła się bezpieczna. Nie odczuwała zakłopotania, leżąc na jego nagim, mokrym od łez torsie. Nastolatkowie przegadali całą noc, lecz nieubłagalnie wskazówki zegara wskazywały godzinę operacji.
- Mam nadzieję, że gdy się obudzisz, będziesz o mnie pamiętała, choć troszkę. – Uśmiechnął się Igor.
- Ja mam większą nadzieję, że Ty o mnie nie zapomnisz. – Rzekła Inga, całując chłopaka w policzek po czym wsiadła na wózek.
- No to idziemy. – Rzekła pielęgniarka, zaprowadzając pacjentkę na blok operacyjny.
Dziewczyna po długim okresie „przygotowawczym” leżała już na stole operacyjnym. Teraz okaże się czy podjęłam prawidłową decyzję. Jej oczy powoli zamykały się na coraz dłuższy czas, powieki stały się cięższe, jakby miała za sobą całe tysiące nieprzespanych nocy. W jednej chwili wszystko zmieniło się w białe pomieszczanie, z zieloną polaną, boiskiem do gry i granatową piłką do siatkówki. 

Trochę fantasy nie zaszkodzi? Mnie się podoba, jak najbardziej. :)

czwartek, 29 marca 2012

Twierdzenie czwarte: Nie, nie ma nieba.


Pochyla czcionka – myśli bohaterki, niewypowiedziane myśli!

Biegła korytarze nie zwracając uwagi na żadną postać mijającą po drodze. Nie liczyło się dla niej nic. Chciała biec, uciec przed myślami, ale nie mogła. Czuła ten jego wzrok i śmiechy kolegów które wyrażały tylko trzy słowa "co za idiotka". Wyszła przed budynek. Zauważyła światło reflektorów. Jej mama wyszła z samochodu kierując się w stronę szkoły. Inga wskoczyła do auta i poprosiła tatę by pod pretekstem choroby odwiózł ją do domy. Dziewczyna nie kłamała od rana miała ostrą migrenę i czuła przeszywający ból w sercu. Jakby było to zwiastunem najgorszego jej wieczoru w życiu. Ojciec podał jej klucze od domu, sam odjechał w piskiem opon w stronę budynku szkoły. Samotny wieczór był chyba najlepszym rozwiązaniem dla nastolatki, nie mogła zostać na sali. Nie mógł widzieć jej łez, nikt nie mógł. Wbiegła po schodach, lecz w połowie drogi poczuła ból w klatce piersiowej. Zignorowało go. Rzuciła kluczę na półkę i znowu to samo, ten dziwne uczucie, ból był tak ogromy, aż Inga zgięła się w pasie. Próbowała dojść do łóżka lecz bez skutku. Upadła w przedpokoju na podłogę, niczym nieżywa. 

W innym świecie. 
Gdzie ja jestem? To była jedyne słowa które przyszły na myśl nastolatce, lecz nie mogła pokierować ich w żadną stronę, gdyż ku jej oczom rozciągnął się długi płaszcz białego jak pierza nieba. Krążąc wzrokiem wokół własnej osi ujrzała zieloną polanę, na której znajdowało się boisko do gry w siatkówkę, po lewej stornie leżała piłka i nic poza tym. Nie ma tutaj żywej duszy?, Hej! Jest tu kto!? Wykrzyknęła, lecz bez skutku, w okolicy prócz łąki, lasu, białego nieba i polany nie było niczego, ani nikogo. Wzięła piłkę do ręki, podrzuciła, podskoczyła uderzając ją przy tym jak najmocniej.
- Brawo! Brawo! – Usłyszała obcy, lecz znajomy głos w tle.
- Co? Jak? Jest tu ktoś! Ej odezwij się! – Z niewielkim zaskoczeniem wrzasnęła.
 Nagle z mgły wyszedł on, znajoma postać, ale jakby obca za razem. Matko! Córko! Umarłam! Nie żyję! Jak to kurde! Niee co ja tu robię! Jak to, kuźwa? Pomyślała przerażona, ale jeśli jest w niebie, to trochę nie wypadałoby tak się drzeć.
- Chyba wiesz kim jestem. Często spoglądam, czy ktoś mnie tam 92400093 km niżej pamięta o mnie. A z tego co zauważyłem to Ty najbardziej, dzięki miło mi. – Powiedziała „Obcy”
- Matkoo! Too.. – Zacinając się jak stara kaseta przyciszonym głosem odpowiedziała Inga.
- Arek, miło mi Cię poznać. Rozumiem, chyba nie widziałaś mnie na żadnym z meczy, a na zdjęciach mnie troszkę ulepszali, więc nie mam za złe, że mnie nie poznałaś.
Ludu złoty, jestem w niebie, jestem w niebie! W niebie jestem?! Przede mną stoi, Arkadiusz Gołaś, to gdzie ja mogę być! W niebie!
Coś się stało? – Mruknął pod nosem.
- Nie, nie. Znaczy tak! Czy ja nie żyję? – Zapytała jak na sytuację poważnym i spokojnym głosem.
- Żyjesz, znaczy jeśli będziemy tak przedłużać to już nie będziesz i to z mojej winy. W dość dużym skrócie powiem, iż jesteś chora i wpadłaś w śpiączkę. Poproszono mnie, żebym powiedział Ci co i jak na czas, gdy jesteś tu „na górze”, lecz nie wiem dlaczego ja. Dopiero gdy przeczytałem twoje „si-vi” dowiedziałem się, iż grasz w siatkę… – Zaczął tłumaczyć Arek.
- Aha, fajnie. Ale ja nie chcę nigdzie wracać! Zostaję tu! – Odrzekła donośnym głosem, lecz nie krzyczała, z uwagi na to iż w niebie nie wypada, po prostu.
- Wiem co się stało. Wiem, że nie chcesz, ale musisz. Ja będę miał przez to problemy (śmiech), ale mogę Ci zapewnić, spotkamy się jeszcze! – Zapewnił dziewczynę, łapiąc ją za rękę. Chodź ze mną, mamy jeszcze trochę czasu zaprowadzę Cię gdzieś.
Uścisk miał taki silny, lecz nastolatka czuła się obco, szła z „trupem” za rękę, z „trupem” którego tak bardzo chciała poznać. Szli dość krótko minęli polanę, skręcili w lewo, potem w prawo i jeszcze raz w prawo. Nie mogę uwierzyć, tu jest tyle ludzi… aaa co on tu robi! Matko! Jak ja się stęskniłam! Wśród znanych osobistości Agaty Mróz, Huberta Wagnera, spotkała osobę za którą tęskniła najbardziej swojego największego przyjaciela który zmarł w wypadku motocyklowym.
- Mogę do niego podejść? On mnie widzi? – Zapytała siatkarza „oprowadzającego ją po raju”
- Tak, możesz, ale nie za długo! Wiesz mi, że na ziemi jest wiele innych ludzi, którzy na Ciebie czekają! – Odszedł z przestrogą.
Inga podbiegła do chłopaka, on na jej widok był bardziej przerażony niż szczęśliwy. Większe niż jego szczęście był strach, przed tym iż jego „Ing” nie żyje.
- Co się stało! Co Ty tu robisz!? – Krzyknął, nie zważając na fakt iż jest w tak spokojnym miejscu.
- Fajnie się Stary przywitałeś, dzięki wielkie też Cię kocham! – Spod łez które zaczęły wylewać się z jej oczu i płynąc po twarzy pojawił się słodki uśmiech. Nie bój się ja tu nie na stałe. – Dodała.
Rozmowa nie trwała długo, dziewczyna nawet nie wspomniała m o tym co wydarzyło się na balu, nie chciała psuć atmosfery, a przecież Michał i Mateusz (bo tak miał na imię zmarły chłopak) byli najlepszymi przyjaciółmi.
- Chodź, musimy już wracać i tak byliśmy tu za długo. Wiesz, że minęło ok. pięć godzin, a na „dole” to jest pięć dni? – Arek zadał pytanie dla dziewczyny dość retoryczne, ale wiedziała, że w ten sposób chciał poprawić jej humor.
- Więc już pięć dni jestem w śpiączce!? Pięknie, ferie mi lecą. – Roześmiała się dziewczyna.
- Dobrze już koniec gadania. Widzisz te drzwi? Wejdź za nie i pamiętaj nie odwracaj się! Do zobaczenia.
Dziewczyna raz z przekroczeniem progu usłyszała dźwięk maszyn charakterystycznych dla szpitalnych sal.
Pięknie.. Już nie zobaczę ani Arka, ani Mateusza, tu za to czeka mnie ten debil, gromada debili. Nie otwieram oczu, spać mi się chcę, potrzymam ich jeszcze z niecierpliwości.
- Inga! Córeczko! – Krzyknęła zapłakana kobieta w stronę łóżka szpitalnego.
- I nici z planu, łe! Yhhm – Wykrztusiła z siebie, jakby wielki ciężar zalegający jej na strunach głosowych.
Gdyby nie ten dziwny dźwięk, pomyślałby iż znowu jest tam na „górze” biała sala, cisza, spokój tylko ten dźwięk! Nagle do sali niczym zakradająca się wiewiórka wpadła młoda pielęgniarka. Widać, że była młoda, gdy zobaczyła przebudzoną dziewczynkę wybiegła z sali, jakby ducha ujrzała. Niestety nie jest duchem, też mi szkoda. Jednak wiewiórka, młoda, niedoświadczona. Z taką opieką to ja szybko wrócę na górę, jeeest! Do sali niczym Bóg w paradował młody lekarz, lecz z taką mądrością w oczach nie przypominał wiewiórki, wręcz odwrotnie, był zniewalająco podobny do sowy, też miał takie fajne okulary.
- Wracamy na ziemię, koleżanko! – Zaśmiał się lekarz.
- Śmieszne, wróciłam nie widać? I kto pozwolił nazwać Ci mnie koleżanką? – Bez słowa popatrzyła na niego z pogardą.
- Inga sobie teraz pośpi, a my musimy porozmawiać. – Odrzekł poważniejszym głosem.
„Obcy osobnicy” z pokoju dziewczyny znalazły się teraz za półuchylonymi drzwiami.
- Niestety potrzebna jest operacja, nie mamy innego wyjścia. – Rzekła „Sowa”
- Są jakieś obawy? – Z zmartwieniem powiedziała matka nastolatki.
- Tak. Musimy wprowadzić ją w śpiączkę, a z której może wzbudzić się od razu, po kilku dniach, latach jak i nigdy. – Wyjaśnił.
Jeeeest wrócę do Arka i Mateusza i innych wszystkich tam! Aaa! 

niedziela, 11 marca 2012

Twierdzenie trzecie: Nuta Ciszy.

Biegnąc korytarzem spotkała Krystiana, swojego najlepszego przyjaciela.
- Co się stało? - Zapytał z przejęciem.
- Nic, nic, nie przejmuj się. Musimy iść na lekcję. - Odparła zaniepokojona dziewczyna.
- Nic nie musimy, my mamy świetlice, Wy również, ponieważ nie ma p. Magdy, teraz mów co się dzieje- Poinformował przejętym głosem.
- Noo boo Michał wiesz który, on mnie pocałował, a ja... - Zaczęła opowiadać Inga.
- A Ty tego nie chciałaś? Niech ja dopadnę sku*wiela! - Krzyknął Krystian, wstając dynamicznym ruchem.
- Nie! Po prostu myślałam, że nic do niego nie czuje, a teraz sama nie wiem. - Oznajmiła łapiąc chłopaka za ramię.
Rozmowa zajęła im całą lekcję. Dziewczyna zrozumiała, że musi dać szansę Michałowi. Jednak przez cały dzień unikała go. Na plecach cały czas czuła wzrok jego kolegów jakby wszyscy wiedzieli co wydarzyło się rano. Nie tylko ona to zauważyła. Idąc korytarzem spotkała Krystiana, który poprosił ją by poszła z nim. Tak też zrobiła. Na miejscu do którego doszli czekał na nią Michał.
- Musimy porozmawiać. - Rzekł spokojnym głosem w stroną nastolatki. Kierując wzrok na Krystiana oznaczający, iż chcą zostać sami. Chłopak oddalił się.
- Wierz mi, że musimy! Co to miło być! Ja Cię nie znam, Ty mnie również. A ty wyjeżdżasz mi z takimi rzeczami. - Wykrzyczała zdenerwowana.
- Nie chciałem Cię zranić. Ale po prostu nie mogę. Kocham Cię! Odkąd zobaczyłem Cię po raz pierwszy nie mogę zmarnować każdego dnia na zerkaniu na Ciebie, już tak nie potrafię. - Oznajmił.
- Alee ja... - Zaskoczona dziewczyna nie mogła wydobyć z siebie żadnego słowa.
- Tylko nie uciekaj! Rozumiem, że Cię zaskoczyłem, ale daj mi szansę! - Prosił błagalnym głosem.
- Daj mi trochę czasu, zapomnijmy o tym. Ja Cię nie znam nie mogę tak po prostu oznajmić, że Cię kocham. - Odrzekła, odchodząc delikatnym krokiem.
Mijały dni, tygodnie. Nastolatkowie zaczęli się do siebie coraz bardziej zbliżać. Aż w końcu stało się, zostali parą. Byli ze sobą szczęśliwi. Spędzali ze sobą całe dnie w szkole i weekendy.
Zbliżał się bal gimnazjalny. Inga niestety nie dostała pozwolenia by w tym czasie towarzyszyć ukochanemu. Próby poloneza zajmowały całe dnie, jednak ich miłość kwitła. Chodzili na wspólne imprezy, ogniska. Jednak dziewczyna nie umiała się dopasować do jego środowiska. Spotykała na każdym kroku jakieś dziwne zachowania, a także Patryka. Który dawał jej do zrozumienia, że nie jest zadowolony z związku kolegi z nią. Sugerował jej, że nie powinna angażować się w związek z Michałem, to nie jest chłopak dla niej. Ale ona mu nie wierzyła. Co on może o tym wiedzieć. Sądziła, że jest po porostu nie pocieszony faktem, że jest szczęśliwa. Michał również próbował izolować ją od Patryka i ich kumpli. Mówiąc, że oni nie są dla niej dobrym towarzystwem. Dziewczyna zaślepiona miłością wierzyła mu, ignorowała znaki od pozostałych, że w ich związku coś się zmienia.
Przez cały tydzień poprzedzający Gimbal Inga spędzała wszystkie lekcje na sali, przyglądając się próbą lub pomagając w dekoracji sali. Aż w końcu nadszedł dzień Balu. Dla nastolatki nie był to jednak szczęśliwy dzień. Wchodząc korytarzem w stroną szafki usłyszała głos ukochanego i jego kumpli.
- Wygrałeś. Chodziłeś z tą dupą cały miesiąc, ale kiedy ją rzucisz? Ile można. - Rzekł jeden z nich w stronę Michała.
Wtem za drzwi wyjrzała Inga, jej oczy powoli napełniały się łzami. Błagalnym głosem wykrztusiła z siebie tylko jedno słowo "Dlaczego?" i uciekła z płaczem w stronę drzwi wyjściowych.

sobota, 10 marca 2012

Twierdzenie drugie: Końcowa nuta samotności.


- Dryn, dryyn, dryyyn! – Co, już szósta! Nie wystane! Nigdzie nie idę!
Po sobotnim wieczorze i całej dość durnej niedzieli Inga niechętnie wybiera się do szkoły. Twierdząc, że nie może niczego żałować, po sobotniej imprezie, wolnym ruchem wstaje z łóżka, kierując się ku łazienki. Po godzinie dziewczyna wchodzi już do szkoły.
- Cześć! – Z korytarza dobiegł jakiś męski głos.
- Cześć, cześć! – Odparła dziewczyna z uśmiechem na twarzy.
Nie wiedziała, że to Michał. Ale kto mógł być o siódmej już w szkole, chyba„sami swoi”. Gdy ujrzała chłopaka, aż zaniemówiła. Kierując się ku szafki, zauważyła iż postać kroczy za nią.
- Dziwne, może Nicole miała racją, może podchodząc w tedy do niego dałam mu jakieś nadzieję. Ale jakie nadzieję! – Mruknęła.
Koleżanki z klasy Ingi często wmawiały jej, że Michał zwraca na nią szczególną uwagę, ale dziewczyna nie wierzyła w to. Sądziła, że jeśli jej zależy powinien do niej podjeść, porozmawiać i tym razem tak się stało.
- Jak tam po imprezie? – Spytał.
- A dzięki, dzięki dobrze. – Odparła z uśmiechem.
- A Ty się nie przebierasz? – Zdziwił się Michał.
- Nie, czekam na Nicole. – Odrzekła z uśmiechem odchodzą w stronę czekającej już na nią dziewczyny.
W drodze „pod Lipę” dziewczyny rozmawiały o ubiegłym weekendzie.
- Mówiłam Cię, że tak będzie! W tym tempie do ferii będziecie razem, gwarantuję Ci to! – rzekła Nicole.
- Wierz mi, że nie będziemy. Koniec tematu. – Odparła Inga stanowczym głosem.
Po pół godzinie były już w szkole, lecz nie tylko one. Koło szafek dziewczyn stał Michał i Patryk. Dziewiczy na ich widok zakończyły dyskusję, zabierając buty na zmianę oraz kierując się do łazienki.
- Widzisz, czekał na Ciebie. Mówię Ci będzie dobrze! – Łapiąc koleżankę za rękę powiedziała Nicole.
- Ja go nie kocham! Zrozum, przestańcie mi to wmawiać! Do tego widziałaś Patryk i tą lejdi, to jest chyba tak Klaudia nie? – Zapytała z pogardą.
- Nie zmieniaj tematu… Nikt Ci niczego nie wmawia tak po prostu jest. – Wykrzyczała Nicole odchodząc.
W pewnej chwili dziewczyna poczuła na plecach jakiś oddech, przestraszona odwróciła się. Ku jej oczom stał Michał, zagłębiając w nią jego duże zielone oczy. Dziewczyna poczuła jego zapach i ciepło. Ich twarze zaczęły zbliżać się w swoim kierunku. Aż w końcu usta spotkały się subtelnym pocałunku. W tym samym momencie odepchnęła chłopaka i uciekła w pusty już, ciemny korytarz.