środa, 2 maja 2012

Twierdzenie szóste: Księga życia.


 Narrator – pierwszoosobowy (Inga), czas przeszły. Przeprasza że zmieniam go w środku powieści, ale cóż stwierdziłam iż tak będzie lepiej dla mnie i może dla was? Ocenicie sami ;)

W głowie miałam pustkę opisującą wszystko to co otaczało mnie wokoło własnej osi. Polana, bezchmurne niebo. Nie zapominając o tym samym boisku i piłce znajdującej się na nim. Wszystko było idealny, żadnych myśli, trosk. Brakowało mi jedynie jednej osoby, gdzie jest kurde Arek! Tak, racja nie mam żadnych myśli, nawet nie wiem co ja w tedy zrobiłam, gdy ujrzałam go po raz pierwszy. Oczywiście, pogram sobie, a jakże inaczej. Z uśmiechem na twarzy złapałam za piłkę. W końcu coś dla mnie. Zaserwowałam, tak wysoko iż po taśmie siatki, uderzyła w końcową linię boiska. Jest! As byłby piękny - krzyknęłam. W tym samym momencie poczułam ukłucie na plecach.
- Ałłł. – Mruknęłam z lekkim uśmieszkiem.
- Nie bój się to tylko ja. – Arek kierując swój zabójczy wzrok, wbił go niczym atak z siódmego metra w moje ciemnozielone tęczówki.
- Nie strasz mnie tak więcej! – Naskoczyłam na chłopaka, choć naprawdę nie chciałam by pierwsza rozmowa tutaj brzmiała w ten jakże, bezczelny sposób.
- Nie chciałem tego zrobić ,wybacz.
- Dobrze, dobrze. Coś się stało? Masz wręcz grobową minę. – Rzuciłam dość głupie porównanie.
- Nie, nie, tylko.. – Odrzekł z jeszcze większym trupim wzrokiem, jakby wiedział, iż pasuje to do niego w stu procentach.
- No mów.- Krzyknęłam, po czym przykryłam usta lewą ręką.
- Podjęłaś słuszną decyzję godząc się na operacje, tylko. Ta sytuacja nie ma wyjścia, Każdy z nas ma scenariusz życia, każdy się rodzi by żyć, potem dąży do śmierci. Twój scenariusz wpada w zawirowania. Jest jak książka pisana przez słynnego pisarza, dopieszczona w każdym calu, lecz w trakcie pisania, artysta odchodzi, zostawiając ją bez końca. Przychodzi młodziak pragnący ją dokończyć, lecz nie wpływa w jej rytm, takt.
- To, to ma znaczyć, że moje życie jest tym scenariuszem, książką która wpadła w złe ręce, czyjeś kto nie wie jak ma ją dokończyć, mnie dokończyć? – Orzekłam z dużą obojętnością w oczach, lecz to były tylko pozory, wszystkie przypuszczenie skrywałam schowane daleko w głowie.
- Tak, lecz ten ktoś uznaje, że twoje życie, ta książka jest dość długa i dokończenie jej jest dość normalne, gdyż coś się kończy jakaś historia w twoim istnieniu, doprowadziłaś do końca czegoś, co może spowodować całkowity finisz. –  Dokończył wypowiedz z rozwagą, nadal utrzymując tą swoją charakterystyczną miną.
- Ale koniec? Czego koniec? Chyba istnienia mojego guza. – Zaśmiałam się, lecz to chyba nie pasowało do powagi chwili, jaki ogarniających nasz uczuć.
- Musisz sama dojść co się skończyło, lub jak zacząć to na nowo. To Ty jesteś tym nowym pisarzem, twojego życia. Wszystko zależy od Ciebie. Tylko musisz postarać się znaleźć sens tego rozpoczynającego się rozdziału.
- Ale ja przecież chcę wrócić, mam jakiś sens, moje życie ma sens, ma! Na Boga mam prawie piętnaście lat, więc musi mieć. – Znów zakryłam usta, zdawając sobie z powagi słowa Bóg w tym miejscu.
- To udowodnij, udowodnij, że tak jest. – Kierując te słowa Arek złapał mnie delikatnie za ramię, po czym sunął dłoń łapiąc mnie za rękę.
- Chodź przejdziemy się. – Dodał ironicznym głosem.
Nie miałam zielonego pojęcia co mam zrobić, zaczęć pisać książkę? Nie rozumiałam nic, kompletnie nic. Szukałam ukrytych podtekstów. W jednej chwili moje życie legło w gruzach. Miałam przecież zasnąć i się obudzić, bez żadnych głupich przeżyć! Z Arkiem doszliśmy do jakiegoś starego budynku, który w ogóle nie pasował do otoczenia. Stare okna, z resztą kilka nie było. Drewniany szkielet i nic więcej.
- Mogłabyś tu na mnie chwilę poczekać? Byłbym Ci wdzięczny. Może przy okazji przemyślisz to i owo?
Nie mogłam mu odmówić. Widziałam, że mu zależy. A na przemyślanie kilku spraw czasu też nie zmarnuje. Usiadłam na schodach prowadzących do drzwi budynku, których z resztą nie było. Wejście zaś zastawiony było kilkoma deskami zbitymi przekątnie i niedokładnie. I tak nic nie wymyślę. Do czasu mojej pierwszej tymczasowej „śmierci” nie wydarzyło się nic. Był Bal Gimnazjalny, którego z resztą nie mogłam się doczekać, lecz na samym początku źle się poczułam i pojechałam do domu z tatą, który przywiózł mamę do szkoły. Potem się przewróciłam, dalej już nic nie pamiętam. No w takim razie co jest w tym dziwnego? Nic, naprawdę nic. Alee.. jeśli mi tak zależało to czemu od razu pojechałam do domu? Wiem jedno, Arek nie przyprowadził mnie tu bym posiedziała na schodach, wchodzę na górę. Swoją osobą pokierowałam ku wejściu zabitych na krzyż starymi deskami, które nie trudno było wyłamać. Wchodząc do budynku prze kierowałam wzrok na zewnątrz widząc tym samym postać siatkarza. Nie zważając na to wkroczyłam pewnie do środka. Wnętrze wyglądało dość nietypowo. Ściany były jakby koloru różowego, a nawet można rzec lekko czerwonego. Panował w nim wielki przepych, meble pokryte były pierzyną kurzu oraz pajęczyn. Na toaletce obok starej komody zauważyłam fotografie, oprawianą w złotą ramkę. Podeszłam bliżej. Po odsłonięciu szarej powłoczki ukazała się moja twarz, była to moja postać z wczesnego dzieciństwa. Odwróciła wzrok naprzeciw linii własnych oczu, kierując je na kartkę z napisem „This is my life, brutal life. Inga Brzozowska.” Choć napis kujnie zwrócił moją uwagę, nie zwracając większego zainteresowania przemieściłam się dalej, w celu zwiedzania „mojego” pokoju. Widziałam w nim wszystko, zdjęcia moich przyjaciół, kilku osób, których mijałam na ulicy codziennie w drodze do szkoły, czy też na zakupy. Nie wspominając o moich ulubionych potrawach, kolorach, aktorach. Większość rzeczy pasowała do reszty, lecz niektóre tak ja fotografie moich rodziców, lśniły w blasku słońca wpadającego przez wybite okno. Na środku pomieszczenia znajdowała się stara księga, zdobiona malowidłami. Otworzyłam ją i w tej samej chwili ku moim oczom ukazał się mały administracyjny druczek. Rozpoczęłam studiowanie tekstu. Opisane było tam moje życie, od czasu narodzin do czasu kolacji. Strona po stronie, daty pierwszego samodzielnego kroku, wypowiedzianego słowa, którym jak się dowiedziałam było „siatka”, a nawet pierwszy trening. Przekręcając kartka za kartką, napotkałam pustą stronę, a nawet dwie strony.  Mokre były one jedynie od kropli wody, za czym idzie ludzkich łez. Zwróciłam uwagę ich tekst urywa się wraz z moim pojawieniem się na Balu, zaskoczyło mnie to trochę, gdyż nie widziałam w tym niczego niezwykłego. Rytmicznym ruchem złapałam pióro leżące obok lampy naftowej, podobnej do tej która stała w przedsionku mojego domku letniskowego. Dopisałam kilka zdań, w celu uzupełniającym przeszły przebieg wydarzeń. Nie widziałam żadnego sensu w opuszczeniu jak i zignorowaniu tej pustki. W dalszej części nie spotkałam żadnego pomniejszając czy też znikającego tekstu, na ostatniej stronie zaś zapisane było zdanie „Wypełniła pustkę w sercu”. Nie zrozumiałam sensu tych słów. Chciałam jedynie jak najszybciej znaleźć się poza murami tajemniczej placówki.

Krótki i długo oczekiwany, niestety. Dopiero wczoraj zobaczyłam iż ostatni wpis dodałam miesiąc temu. Przepraszam za braki. Do tego czasu w moim realistycznym życiu wiele się zmieniło, nie wiem czy najlepsze, A;e wiem iż przydało mi się trochę odprężenia. Teraz postaram się dodawać rozdziały w szybszym tempie. Z poważaniem confianza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz