- Córeczko… - Rozpoczęła rozmowę kobieta, stojąc przy dużym,
szklanym oknie zwracając większą uwagę na hałas tętniącego życiem miasta niż
duże brązowe oczy córki.
- Tak Mamusiu? – Rzekła Inga, jakby chciała skrócić chwilę
usłyszenia jakże ważnej dla niej wiadomości.
- Twoje wyniki nie są tak dobre jak myślałam, wiem, że twoje
samopoczucie wzrasta, ale to nie wystarczy. Tego dnia, gdy Cię znaleźliśmy zrozumiałam,
że najlepszym wyjściem będzie, że dowiesz się o tym wszystkim teraz. Pamiętasz
gdy byłaś mała spadłaś ze schodów, to było jakoś przed twoimi 5 urodzinami? –
Rzekła matka.
- Pamiętam, bardzo dobrze, chodź w tedy nawet nie wiedziałam
jak mam na imię – Zaśmiała się Inga.
- Skutki tego upadku nie były dla nas widoczne. Tego
feralnego dnia, gdy miałaś w szpitalu prześwietlenie, w czaszce lekarz znalazł
małego guza. Zapewnił nas, że to nie jest nic poważnego… jak na tamtą chwilę
nie było. Z roku na rok, ta mała „plamka” powiększała się, aż w końcu w tamten
wieczór pękła, uciskając na prawą część mózgu. Lekarz postawił nas pod faktem
dokonanym, albo operacja, albo z czasem twój stan zdrowia będzie się pogarszał.
– Wyjaśniała p. Magda.
- Ale mamo, mamo! Ja chcę tą operację! – Krzyknęła w stronę
szklistych od łez oczu matki.
- To nie jest takie proste. Możesz zasnąć i już się nie
wybrudzić, zamknąć oczy i już ich nie otworzyć, wziąć oddech tak jakby był on
twoim ostatni tchnieniem. – Wyjaśniła.
- Nie obchodzi mnie to… Jak możecie być takimi egoistami!
Wolicie, żebym przez całe swoje życie, żyła z myślą iż umrę przez jakiś guz,
niż ze starości?! Mamo! Chyba nie takiej przyszłości dla mnie oczekiwałaś! –
Wykrzyczała nastolatka odwracając się z lewego boku na prawy, skupiając wzrok
tylko i wyłącznie na białe ściany sali.
Matka wyszła z pomieszczenia, jakby wyczuła moment, iż jej
pociecha nie ma chęci na rozmowę z nią. Nie
powinnam tak mówić, rodzice też chcą dla mnie dobrze, ale ja nie potrafiłabym
żyć z przeczuciem, że każdy dzień którego się budzę, mógłby być moim ostatnim,
nie potrafiłabym! Nastał kolejny dzień. Inga od wczorajszej rozmowy z
matką, nie czuła się najlepiej. Nachodziły ją ataki migreny, depresje, bóle
mięśni. Czy na takie życie zasłużyłam? Na
taki los. To były jedyne
słowa które przychodziły na myśl nastolatce w tamtych
chwilach. Czas pobytu w szpitalu miał tylko jeden plus, Inga zapomniała o
Michale, tak jakby nie znała nikogo takiego, ale czemu to się stało?
W piąty dzień po przebudzeniu, do szpitalnej sali wszedł
lekarz „Sowa”. Jego wzrok był bardziej napełniony mądrością niż przy pierwszym
spotkaniu na czole zaś miał jakby wyrytą pewność, tego co chcę powiedzieć.
- Niestety nie mamy więcej czasu. Mam nadzieję, że państwo
podjęli już decyzję. – Powiedział lekarz.
- Tak, tak. Córka zgodziła się na operację, ja też nie mam
innego wyjścia. – Z lekkim uśmiechem wyznała matka w kierunku łóżka na którym
siedziała córka.
- Dobrze, w takim razie operacja odbędzie się jutro, nie mamy
ani chwili do stracenia. – Odrzekł Sowa kierując się w stronę drzwi.
Inga nie mogła doczekać się następnego dnia. Czuła lęk jak i
wewnętrzny spokój, który dawał jej satysfakcje, iż ten dzień będzie niezwykły. Zostało mi 4 dni ferii… Wiem, że i tak nie
wrócę do szkoły, ale nie nikt nie może wiedzieć co się stało, nie wiem
dlaczego, czuję, że w ten sposób będzie mi się lepiej sapało.
- Mamo! – Krzyknęła w stronę drzwi, za którymi stała jej
matka z młodą wiewiórczą pielęgniarką.
- Tak Córeczko? –
Odrzekła z niepokojem kobieta.
- Mamo! Wiem, że ze mną źle, ale mam prawie 15 lat, nie
córeczko, tylko córko! – Nastolatka zwróciła matce niefortunną uwagę, lecz usłyszała
od pielęgniarek iż ma leżeć ona na jednej Ssli z pewnym młodzieńcem, a nie
chciała narobić sobie „siary”.
- Chyba nie wołałaś mnie tylko po to, bym nie mówiła do
Ciebie w ten sposób, córko. – Zaśmiała się p. Magda.
- Nie, nie, nie. Mam do Ciebie prośbę, czy na czas mojej
śpiączki mogłabyś nikomu ze szkoły nie mówić o tym co się ze mną dzieje? Nie
chcę żadnych listów, kwiatków, maskotek, współczuć i innych dupereli. –
Zaproponowała.
- Oczywiście, jeśli w ten sposób Ci pomogę, to jak
najbardziej. – Odrzekła.
Rozmowę przerwały dwie jakże nowe pielęgniarki, które wtargły
do sali. Przygotowywały one łóżko dla nowoprzybyłego gościa szpitala, który jak
dowiedziała się Inga oczekuje już w recepcji. Ciekawe jak on wygląda, choć bardziej ciekawi mnie fakt co mu się stało.
Ee tam, pewnie jakiś debil, ale wiadomo, co ja się przejmuje, od jutra mnie tu
nie będzie! Rozważania dziewczyny przerwały dwie postacie wchodzące do sali.
Chłopak nie wyglądał na chorego, ubrany „normalnie” koszulka, spodnie, nic
nadzwyczajnego. Przystojniak. Pomyślała
Inga, odwracając głowę w stronę ściany. Trochę nie zręcznie byłoby gapić się na
obcych ludzi.
- Jak na obecną chwilę, towarzyszyć będzie Ci Inga, a pana
proszę na moment do swojego gabinetu. – Zaczął pogawentkę młody chirurg,
kierując się w stronę drzwi z ojcem chłopaka.
No to zastaliśmy sami,
ciekawie. Jeśli będzie chciał gadać to coś powie ja siedzę cicho.
- Cześć mam na imię Igor. – Ku zaskoczeniu nastolatki chłopak
skierował do niej pierwsze słowa.
- Witam, mam na imię Inga, milo mi. – Dziewczyna wstała i
usidła na łóżku.
- Oo myślałem, że śpisz. – Zaśmiał się.
- Nie, nie. Ja się jeszcze wyśpię. – Odpowiedziała,
żartobliwie choć przybysz nie zrozumiał sensu tej wypowiedzi.
- Ciebie też tu wepchnęli na „chwilę”? Jak dla mnie tu jest
okropnie, mam nadzieję, że mnie jak najszybciej prze kierują gdzie indziej. –
Odparł.
- Tak, znaczy ja tu już jestem ok. dwóch tygodni, ale jutro
już skąd zmykam. – Wyjaśniła z uśmiechem.
- Do domu już? Czyli zostanę sam, no nie. – Rzekł chłopak.
- Nie do końca. Przepraszam, że pytam, ale na chorego nie
wyglądasz, wręcz odwrotnie. – Zapytała nastolatka, czując, iż atmosfera jest dość
luźna do przeprowadzenia drobnego, sensownego dialogu.
- Nie rozumiem? Jestem na obserwacji, ostatnio źle się poczułem,
ale to z przemęczenia. Norma w moim fachu. – Zaśmiał się.
Rozmowę przerwała pielęgniarka, która poprosiła Ingą by
zeszła na kontrolę. Badania trwały dość długo, „Sowa” chciał jeszcze
porozmawiać z dziewczyną na temat zabiegu. Padnięta
jestem, już po północy. Zeszło im się, a mój towarzysz już śpi. On nie jest
taki zły. Igor był wysokim, solidnym gościem, o blond włosach i jak
dziewczyna wcześniej zauważyła niebieskich oczach. Ciekawe ile on może mieć lat, zaraz! Dane, ta kartka obok lóżka. Imię:
Igor, mniejsza z tym, wiek: 17 lat. O matko! Istne cudo! Dziewczyna nie zważała
na słowa, nawet na fakt, iż nie mówi ich „w myślach”. Usłyszała dość cichy śmiech.
- Ej! Wstawaj! Bez jaj! – Krzyknęła nastolatka podnosząc kołdrę
z łóżka chłopka. O jeju, on nie ma
koszulki!
- Ej? Ja się pytam co to ma być! Dawaj kołdrę bo mi zimno. –
Odrzekł Igor, nie przestawiając się śmiać.
- Przestań się śmiać to Ci oddam! – Wykrzyczała.
- A jak nie przestanę to Ty mnie ogrzejesz?! – Wybuch jeszcze
większym śmiechem.
- Pfy! Wiesz mi, że
gdybym Cię lepiej znała to z chęcią.. – Odparła z pogardą. Powinieneś już dawno
spać, a nie! – Dodała.
- Spałem! Ale jakaś młoda dama mnie obudziła. – Odpowiedział
z uśmiechem.
Inga bez słowa usiadła na łóżku, zakrywając twarz rękami.
- Ej, coś się stało? Uraziłem Cię czymś? – Chłopak usiadł
koło nastolatki.
- Nie, niee po prostu jutro mam operację, dość poważną operację
i obleciał mnie strach. – Wyjaśniła.
- Wszytko będzie dobrze. – Odparł chłopak, przytulając dziewczynę.
Inga w objęciach chłopaka poczuła się bezpieczna. Nie
odczuwała zakłopotania, leżąc na jego nagim, mokrym od łez torsie. Nastolatkowie przegadali całą noc, lecz nieubłagalnie wskazówki zegara wskazywały godzinę
operacji.
- Mam nadzieję, że gdy się obudzisz, będziesz o mnie
pamiętała, choć troszkę. – Uśmiechnął się Igor.
- Ja mam większą nadzieję, że Ty o mnie nie zapomnisz. –
Rzekła Inga, całując chłopaka w policzek po czym wsiadła na wózek.
- No to idziemy. – Rzekła pielęgniarka, zaprowadzając pacjentkę
na blok operacyjny.
Dziewczyna po długim okresie „przygotowawczym” leżała już na
stole operacyjnym. Teraz okaże się czy
podjęłam prawidłową decyzję. Jej oczy powoli zamykały się na coraz dłuższy
czas, powieki stały się cięższe, jakby miała za sobą całe tysiące
nieprzespanych nocy. W jednej chwili wszystko zmieniło się w białe pomieszczanie,
z zieloną polaną, boiskiem do gry i granatową piłką do siatkówki.
Trochę fantasy nie zaszkodzi? Mnie się podoba, jak najbardziej. :)
Bardzo ciekawie piszesz :>
OdpowiedzUsuńMogłabyś nawet książkę wydać :P
bd wpadać ;)
zapraszam do mnie : http://ewaa-farnaa-ef.blogspot.com
Więc, zdarzają Ci się powtórzenia, czasami źle używasz niektórych słów, przeczytaj na spokojnie rozdział zanim go opublikujesz, ale czytając wszystkie Twoje rozdziały zauważyłam, że popełniasz coraz mniej takich błędów i to bardzo dobrze.
OdpowiedzUsuńpodoba mi się pomysł i będę wpadać.
Zapraszam również do mnie na :
www.melancolie.blog.onet.pl, być może moje opowiadanie Ci się spodoba?
PS. Informuj mnie o nowych postach.
Wiem, wiem, wiem. Często poddaję je pod presją czasu. Postanowiłam, że to co przyjdzie mi na myśl zapiszę w punktach, a potem będę to rozwijać.
UsuńTwoje opowiadanie widać, że jest bardziej przemyślane, mniej chaotyczne. Bardzo mi się podoba i będę zaglądać :)
http://fenomenalny-swiat.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDodałam sie do obs. Licze na to samo !
Boskie !
OdpowiedzUsuńAż mi się troszkę płakać chciało ;-)
Cudne! ;*
Czekam na dalszy ciąg ;)
dobry rozdział
OdpowiedzUsuńjestem ciekawa czy ona przeżyje :p
obserwuję :)