czwartek, 21 czerwca 2012

Twierdzenie siódme: Nie wiem nic.


- Gotowa? – Zapytał z lekkim, uroczym uśmiechem siatkarz.
 - Jasne.
- Co tak tajemniczo?
- Przepraszam.
- Chodźmy stąd.
- Chodź.
Wszystko wydawało się inne. Nasze podejście, moje, szczególnie moje. Niby wszystko było takie samo, ale czułam, że zmieniło się bardzo wiele. Coś czego nie można racjonalnie wytłumaczyć, nie teraz, z czasem.
- Więc musimy się pożegnać. – Chłopak złapał Ingę za dłoń.
- Jak to? W końcu..
- Nie mów nic, idź już, czas na Ciebie.
- Będę tęskniła! – Krzyknęłam odchodząc różaną ścieszką.
- Nie na długo. – Szepnął.

This is Real?
- Inga, córeczko?!
Nie tylko nie to.
- Może i Inga. – Wydmuchnęłam.
- Nie stresujmy jej, teraz musi odpoczywać. – Wtrąciła się obca dotąd postać.
Wszystko co piękne szybko się kończy, zapomniałam. Jak mogłam?

Tydzień później.
- Cześć.
- Hej.
- Emaa!
Już mam dość. Szkolny korytarz z mocną migreną to nic przyjemnego dla dziewczyny z wielką mózgową pustą.
- Hej Wam, hej.

- Cześć Inga.
-Cześć! – Wpadłam w objęcia Nicoli.
- Tęskniłam za Tobą wiesz! Tak cholernie tęskniłam! Gdzie się podziewałaś?
- Tu i tam.
- Zaraz wszystko mi opowiesz, choć tylko w ustronne miejsce.
  No to teraz opowiadaj!
- To wszystko wydarzyło się podczas Balu Gimnazjalnego, źle się poczułam i postanowiłam wrócić do domu. Na miejscu zemdlałam.
- Mówiłam Ci, żebyś więcej jadła!
- Nicol? Mogę dalej? – Zapytałam kpiącym głosem.
- Przepraszam.
- W szpitalu okazało się, że jestem chora i miałam zabieg, nic ciekawego.
- Rzeczywiście! Nic! Czemu mi nic nie powiedziałaś? – Wykrzyknęła blondynka.
- Nie chciałam Cię martwić.
Dopiero po dłuższej chwili doszło do mnie jak długo trzymałam wszystkich w niecierpliwości. Dwa tygodnie ferii, miesiąc dodatkowego wolnego. Jak widać nikt się o mnie nie martwił. Po co się tam przejmowałam, głupia jestem. I to bardzo. Wzrok ludzi których mijałam na korytarzu był bardziej przytłaczający niż kiedykolwiek. Już wiem co czuje taki Pit idąc ulicą, ten wzrok innych, coś okropnego. Pierwszy dzwonek, pierwsza lekcja. Na szczęście nie nasza, ulga.
- Cześć Mała.
Siedząc na szkolnym korytarzu zauważyłam dwie trzecioklasistki, Kasię i Weronikę.
- Cześć. Czemu tak długo Cie nie było, co? – Zapytały, a z ich głosu wyczytałam nutę niepokoju.
- Tak jakoś wyszło.
- Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało. – Rzekła Kaśka.
- A co miałoby mi się stać?
- Sądziłam, że przejęłaś się słowami Michała i tej głupiej reszty.
- Kasia! – Wtrąciła się Weronika.
- Przepraszam.
- Jakiego Michała? Nic nie rozumiem? – Odrzekłam.
- Nie udawaj.
- Nie udaję, nie znam żadnego Michała.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz